Poświąteczny spacer – 26.12.2026

W drugi dzień Świąt grupa  Agrykola pojechała do Puszczy Kampinoskiej na spotkanie poświąteczne. Było 17 osób. Zajechaliśmy do Izabelina a stamtąd poszliśmy na Polanę koło Dyrekcji KPN – tj. Polanę Jakubów. Tam odbyła się degustacja smakołyków przywiezionych prosto ze świątecznych stołów. Posileni kaloriami poszliśmy na Górę Ojca. Zakończyliśmy spacer w Laskach. Mgła osiadająca na zamrożonych chodnikach przekształciła je w ślizgawki. Humory dopisywały. (A.L.)

Kategoria: Relacje z imprez

Piękna jest radość w Święta, ciepłe są myśli o bliskich. Niech pokój, miłość i szczęście otoczą dzisiaj nas wszystkich!

Wesołych Świąt!”

Nowy Rok to czas na nowe plany i przygody. Życzymy  Wam odwagi, by podjąć się ich wszystkich, i wytrwałości w drodze do sukcesów.”

Szczęśliwego Nowego Roku!

życzy ZARZĄD

Kategoria: Życzenia

Wybory Zarządu Grupy Agrykola 24 listopada 2025

” ….. i pamiętajcie rzekł Szef, że jeśli jest coś
dobrego, to się tego nie zmienia … „. Pomni tych słów proroczych
przystąpiliśmy do zebrania. Frekwencja nie rewelacyjna ale wystarczająca
by móc obradować. Doświadczenie już nas nauczyło, że aby stworzyć mocny
plan działania musi go tworzyć równie mocna grupa będąca Zarządem. A od
lat nasze turystyczne przedsięwzięcia uznawane są za imponujące. Komisja
rewizyjna skrupulatnie sprawdziła czteroletnie obroty finansowe i nie
stwierdziła żadnych nieprawidłowości czemu trudno się dziwić przy tak
skrupulatnej skarbniczce. Absolutorium było więc formalnością. I
wreszcie wybory. Komisja skrutacyjna działa wolno acz dokładnie.
Skreśleń jest niewiele co znaczy, że wszyscy zgłoszeni cieszą się
zaufaniem, postanawiamy więc to zaufanie wykorzystać tworząc organ
złożony ze wszystkich zgłoszonych.

Nowy Zarząd ukonstytuował się więc następująco:
Andrzej Gawlikowski  –  Prezes

Jagoda Jurczak  –   Sekretarz

Agnieszka Rzepczyńska  –   Skarbnik

Stanisław Wiśniewski      –  członek Zarządu

Andrzej Lietz                      – członek Zarządu
Sławek Dembiński            –  członek Zarządu
Urszula Kowalska             –  członek Zarządu
Adam Mazurek                  –  członek Zarząd

Henryk Woliński              – członek Zarządu

Komisja Rewizyjna

Wiesława Tarnowska

Halina Dziadko

Kategoria: Komunikaty bieżące

Zakończenie Sezonu turystycznego 18 października 2025

Tym razem pogoda też postanowiła pokazać nam, że sezon czas zamykać. Było mokro i zimno. Niemniej ponad 40 członków Agrykoli postanowiło ten moment świętować. JJ

Kategoria: Relacje z imprez

GORCE – Ochotnica Górna 04 – 12 października 2025

 

„A w górach nie ma już nikogo

Niebo nas straszy niepogodą

Lato do ciepłych stron umyka

W skłębionych chmurach i strumykach” (*)

W trakcie ostatniego wyjazdu z grupą turystyczną klubu „Agrykola” w Gorce miałam okazję przekonać się, że słowa tej sympatycznej turystycznej piosenki niekoniecznie odpowiadają prawdzie. Albowiem w górach było bardzo wielu wędrujących jeszcze ludzi, pochmurne, nieustannie prawie płaczące deszczem niebo, nie budziło strachu i nas nie zniechęcało, a kończące się lato zostało zastąpione wybarwiającą się stopniowo jesienią, nieco melancholijną i nostalgiczną.

W miarę upływu dni drzewa zaczęły nabierać rumieńców jesieni, szczególnie cieszących w nieczęstych przebłyskach słońca.

Lasy nasycone wilgocią pachniały ściółką, mchem i grzybnią. Licznie napotykane na ścieżkach białe grzybki, wyglądające jak rozsypane śnieguliczki od razu zelektryzowały obecnych wśród nas grzybiarzy, którzy nadrabiali kilometry krążąc wokół pokonywanych tras. Wracali z pokaźnymi zbiorami dorodnych borowików, koźlarzy, podgrzybków i rydzów. Jedna z uczestniczek uszczupliła swe zbiory rydzów, które usmażone na masełku mile połechtały nasze podniebienia.

Wędrowaliśmy góra – dół nie zważając specjalnie na stromość stoków. Stanowiliśmy grupę doświadczonych, górskich łazików, którym niestraszne są górskie trudy, przeciwności i niespodzianki. Cieszyliśmy się: widokami górskich ścieżek, rozległych trawiastych polan, krajobrazów w prześwitach mgieł, mijanych kapliczek i szumem strumyków, i rzek. Wstępowaliśmy na wieże widokowe będące, jak kamienie milowe turystycznych szlaków, wyznaczające kolejne etapy pokonywanych tras. Z rzadka napotykaliśmy dogorywające szałasy, u boku których powstają nowe, będące przedłużeniem gatunku ewoluującego ku wygodniejszemu życiu.

Wieczorny widok z okna, choć cieszył oko swą urodą, nie zwiastował pogodnych dni i nie napawał nadmiernym optymizmem.

A jednak widok zamglonej drogi kojarzył się z tajemnicą, wzbudzał ciekawość co jest w głębi i za najbliższym zakrętem.

Gorce nie są wybitnym, rozległym łańcuchem górskim. Wydawałoby się, iż trudno będzie znaleźć w nich tyle tras, aby w ciekawy sposób zagospodarować tygodniowy pobyt. Sztuka ta udała się jednak znakomicie Andrzejowi.

Stacjonowaliśmy w Ochotnicy, jednej z najdłuższych wsi w Polsce, w połowie dystansu między Ochotnicą Górną i Dolną. Cała nasza dość liczna grupa znalazła schronienie w obszernym domu, w którym było wiele schodów i progów stanowiących niebezpieczeństwo.

Całe szczęście nie za skutkowało ono tak dramatycznie, jak mogłoby być, a pomocni gospodarze zadbali o nasze wygody, szczególnie zaś gospodynie – starsza i młodsza troszczyły się o nasze wyżywienie.

Okoliczne lasy stanową własność prywatną lokalnych mieszkańców, którzy prowadzą w nich gospodarkę leśną, wykorzystują wysoko położone łąki i polany pod pastwiska i pozyskiwanie siana. Działalność ta wymaga wykorzystywania pojazdów przemierzających drogi prowadzące na grzbiety i graniami. Są więc one często mocno rozjeżdżone, z koleinami. Przy niekorzystnej pogodzie bywają mocno zabłocone, zabałaganione porzuconymi gałęziami i drzewnymi odpadami. Czasami spotyka się rozwieszone na drzewach tablice informujące turystów, że mogą korzystać ze szlaków dzięki udostępnieniu terenów przez ich właścicieli.

Na najwyższą górę tego rejonu – Turbacz (1310 m n.p.m ) można wdrapać się wieloma drogami, z różnych stron świata. Nam przyszło dokonać tego w upiornie deszczowy dzień, który momentami zamienił szlak w rwące potoki, łąkowe ścieżki w podmokłe młaki, a drogi w trakty pokryte śliską, żółtą gliną. Część podejścia pokonaliśmy podjeżdżając wyciągiem krzesełkowym z Tobołowa.

Mimo, iż Gorce nie są wielkie, stanowią wyzwanie także dla lotników. Rozbił się w nich bowiem nie tylko Liberator w czasie II w. św., ale napotkaliśmy także szczątki całkiem współczesnej maszyny. Porywisty wiatr siekący deszczem nie pozbawił nas entuzjazmu, gdy stanęliśmy pod szczytowym, niezbyt urodziwym obeliskiem. Nie zwlekając zbiegliśmy do schroniska usytuowanego poniżej szczytu stanowiącego najwyraźniej swoistą mekkę górskich wędrowców. Trudno było wbić się w parujący potem i wilgocią tłum zalegający salę główną.

Masywem podobnie rozległym, jak Turbacz jest Lubań (1225 m n.p.m).

Widok zaśnieżonych Tatr, wyłaniających się jak miraż z nabrzmiałych szarością chmur i mistycznej kapliczki, z której światek spogląda w rozciągającą się przed nim przestrzeń może budzić inspirację do podjęcia dalekich, egzotycznych podróży lub wspomnienie tych już odbytych.

Andrzej zadbał także o to, aby nasze łaknienie gór uzupełnić o szczyptę atrakcji kulturalnych. W Rabce Zdroju zwiedziliśmy Muzeum Władysława Orkana – syna ziemi gorczańskiej, pisarza i poety okresu Młodej Polski. We wnętrzu zabytkowego, drewnianego,

zdesakralizowanego kościoła było zimno, jak w komorze do krioterapii, nie mniej młody przewodnik rozgrzał nas swoim humorem przekazując garść informacji na temat życia górali z tamtych czasów. Natomiast Muzeum Górali i Zbójników było zamknięte, tylko drewniany Janosik pozdrowił nas wymachując dziarsko ciupag Podróżując po okolicznych wsiach i miasteczkach w zalewie zunifikowanej, zmultiplikowanej współczesnej architektury domków, oko z przyjemnością wychwytywało każdą „inność” dawnych czasów, z tym większą przyjemnością, gdy jest ona odnowiona, zadbana i wyremontowana.  Stojące przed odrzwiami domostwa prymitywne narzędzia dają nadzieję, że będziemy mieli – my ludzie jeszcze co robić w dobie AI.

Koniec lata ostatecznie przypieczętował redyk owiec, tłuściutkich i bogatych w runo, wracających z hal do domów hodowców.

W drodze powrotnej do Warszawy odwiedziliśmy w Jędrzejowie Muzeum Zegarów im. Przypkowskich. Kolekcja zegarów słonecznych jest zadziwiająca i bogata w zaskakujące nierzadko eksponaty.

Swą relację zaczęłam od słów piosenki i tak też zakończę, trawestując nieco jej tekst:

„ Deszcz, jesienny deszcz

Smutne pieśni gra

Mokną na nim […] peleryny,

[…]

Niebo kryje mgła”

A jednak wracaliśmy zadowoleni, nieco zmęczeni, z nadzieją oczekując ponownego

spotkania gdzieś na górskim szlaku.

A zatem – Ahoj! Do zobaczenia!

(*) -Tekst pochodzi z https://www.tekstowo.pl/piosenka,turystyczna,a_w_gorach.html

(**) Źródło: Musixmatch

 

Autor: Janka Dąbrowska

Kategoria: Relacje z imprez

Otwock Wielki – 27 września 2025

10 rowerzystów Agrykoli pojechało pociągiem do Otwocka.  Z dworca pojechaliśmy rowerami do Pogorzeli mijając po drodze jeden z pięknych otwockich świdermajerów przy ul. Kościelnej. W Pogorzeli widzieliśmy pomnik ku czci partyzantów AK. Dalej pojechaliśmy tzw. Ceglanką – drogą utwardzoną w czasie wojny czerwoną cegłą wziętą ze zburzonych w kampanii wrześniowej warszawskich domów i z celestynowskiej cegielni. Dojechaliśmy do poniemieckich bunkrów w Dąbrowieckiej Górze a dalej do pałacu w Otwocku Wielkim wzniesionego pod koniec lat 80-tych XVII w. dla Marszałka Wielkiego Koronnego Franciszka Bielińskiego. W pałacu otwarte jest muzeum wypełniające wszystkie sale na parterze i na I piętrze. Muzeum prezentuje m.in. stare instrumenty a ciekawostką jest tzw. serynetka – prototyp katarynki służąca do przyuczania ptaków  do śpiewania melodii granej na tym instrumencie.  Dużą część kolekcji zajmują dary dla I. Paderewskiego.  Z Otwocka Wlk. pojechaliśmy do Karczewia zobaczyć zabytkowy parowozik dawnej ciuchci jeżdżącej na trasie: Warszawa-Karczew. Po drodze zatrzymaliśmy się przy kapliczce leśnych rowerzystów . (A.Lietz)

Kategoria: Relacje z imprez

Pożegnanie

Odeszła Ewa. Niespodziewanie. Długoletnia nasza koleżanka . Miła, wesoła, uśmiechnięta i życzliwa ludziom.

Kategoria: Pożegnania

Góry Stołowe 17 – 24 sierpnia 2025

Turyści Agrykoli: Joasia, Danusia, Ela i Andrzej pojechali na krajoznawczą wycieczkę w Góry Stołowe. Mieszkaliśmy w samym centrum Gór Stołowych – w Karłowie  w domku letniskowym. Codziennie chodziliśmy oglądać atrakcje tych gór. Pierwsza wycieczka była do schroniska Pasterka niedaleko granicy. W kolejne dni zwiedzaliśmy:  1-Białe Skały;   2-Szczeliniec Wielki;   3-Okolice Szczelińca Wielkiego;   4-Błędne Skały – ruch na szlaku odbywa się jednokierunkowo;   5-Fragment Broumovskich Skał – swobodne przechodzenie granicy polsko-czeskiej;   6-Skalne Grzyby.    Śniadania przygotowywaliśmy sami gdyż w Karłowie był sklep. Obiadokolacje jedliśmy w restauracjach których w Karłowie było kilka. Zwróciliśmy uwagę na świetne oznakowanie i opisanie tras nie tylko tych oznakowanych ale również tych nieoznakowanych.  Pogoda dopisała.  (A.L.)

Kategoria: Tam byliśmy

Jabłonna 20 września 2025

W przedostatni dzień lata grupa 7 rowerzystów Agrykoli  pojechała rowerami do pałacu w Jabłonnie wzniesionego w r. 1779 wg projektu architekta królewskiego Dominika Merliniego. Pałac wraz z budowlami towarzyszącymi jest otoczony zabytkowym parkiem. W parku poszliśmy obejrzeć niezwykłe drzewo – glediczię

trójcierniową z gałęzi której jak i z pnia wyrastają wielkie kolce. W uroczym parku był czas na chwile wspomnień. W parku widzieliśmy również olbrzymie powalone drzewo – prawdopodobnie to klon. Pogoda na wycieczce dopisała (A.L.)

Kategoria: Relacje z imprez

Mazury Garbate – Grabowo 12 – 14.09.2025

Jechaliśmy z nutą niepewności ale i ciekawości – jak to
będzie wyglądało. Teren Mazur Garbatych na północnym skraju Polski w
większości nieznany okazał się niezmiernie piękny a swe ukształtowanie
dokładnie oddawało nieco dziwaczną nazwę. Tu jeszcze jesień nie dotarła,
wszędzie pełne soczystej zieleni, wzgórza i stada malowniczo pasących
się krów, koni i innej zwierzyny. Miejsce zamieszkania w agroturystyce w
Grabowie pięknie położone nad jeziorem, zaciszne aż zachęcało do
wypoczynku od miejskiego zgiełku. Tradycyjny drink powitalny, obiad a
wieczorem ognisko nad jeziorem, kiełbaski, śpiewy, naleweczki itp …
Rano ruszamy do Sokółek gdzie będziemy piec sękacza ale pierwsze wita
nas stadko gęsi, duże dorodne  z hałaśliwym gęganiem wspinają się na
małą górkę skąd donośnie informują o przybyciu intruzów. Gospodarze
witają nas kawą i ciastkami a w pawilonie pieczeniowym widzimy różne
dziwne a niezbędne urządzenia. Pokaz prowadzi małżeństwo – pani Aneta i
jej mąż sołtys Sokółek. Do wyrobu jednego sękacza używa się 40 jaj,
kilogram masła, kilo cukru i jeszcze trochę różnych dodatków. Wszystko
się ubija, kręci, miesza a później na specjalnym podgrzewanym urządzeniu
polewa  gęstą substancją a ona zastygając przybiera oryginalną postać z
rogami. Czas wyrobu około dwóch godzin. Ciekawe. Na koniec z radością
zjadamy upieczony przez nas jeszcze ciepły sękacz i zaopatrujemy się  w
gotowy już przygotowany dla nas wyrób. Jeszcze  u gościnnych gospodarzy
zjadamy obiad po czym jedziemy do Stańczyków obejrzeć ciekawostkę
architektoniczną – wybudowany w latach 1912 – 1926  w celach militarnych
most, przypominający rzymskie akwedukty z przebiegającą wówczas linią
kolejową, robi wrażenie wielkością i podziw dla architektów jak i
wykonawców. Stamtąd jeszcze do Gołdapi gdzie zwiedzamy piękny teren
uzdrowiska. Wracamy pełni wrażeń i chyba zmęczeni bo jakoś nie mamy
chęci na biesiadowanie. W niedzielę rano wyjazd do Puszczy Rominckiej na
grzyby, efekty niespecjalne ale spacer po lesie odżywczy. Z nostalgią
żegnamy ten piękny, zielony rejon i oczywiście w ulewnym deszczu wracamy
do rzeczywistości. Warto było zobaczyć i oryginalne dzieło wyrobu
sękacza i piękną, zieloną garbatą okolicę. (St. W)

)

Kategoria: Relacje z imprez